Menu

Amator pisze opowiadania

Piszę różne historie i fanfikcję

Gadget

superkubus2001

Gadget

Sharley jak zwykle ukrywał za swoją pozbawioną wyrazu twarzą całe narastające w nim podniecenie.

 Wiedział oczywiście, że zadawanie się z tym, z kim miał teraz rozmawiać, jest jak najbardziej ryzykowne. Dr. Klaufa powszechnie przecież znano z paskudnego i porywczego charakteru, a wielu pracujących dla niego ludzi znajdowało się tuż za nim, na liście najbardziej poszukiwanych przestępców świata.

On sam nigdy nie nazwałby się przestępcą, nie, Sharley zawsze mówił o sobie jako o osobie kroczącej w różnych odcieniach szarości. Ale dzisiaj musiał podpisać pakt z diabłem i przyjąć odcień ciemniejszy, niż zwykle.

To był jedyny sposób zyskania jedynego dobra dla świata – jego dobra.

Siedzenie przez te godziny, wpatrując się w misternie wykonane drzwi, było (co natychmiast zrozumiał), próbą osłabienia morale. Stary trik, na odebranie człowiekowi chęci do dyskutowania, poprzez proste trzymanie go w niepewności i pokazanie, że to Klauf, a nie potencjalny rozmówca ma władzę, by odwołać spotkanie, tylko po to, by znowu kazać na siebie czekać.

W końcu po kilku godzinach czekania drzwi się otworzyły  niski, chrapliwy i mrożący krew w żyłach głos kazał wejść.

W pokoju było ciemno, jedynym źródłem światła były ekrany licznych monitorów, w których widać było przeróżne widoki z kamer.

 – Więc jednak nie stchórzyłeś Sharley, nie spodziewałbym się tego po tobie, tym bardziej, że pracujesz tak blisko z Gadgetem, nie boisz się?

 – Strach czują słabi, Klauf, a Gadget to idiota, strach przed nim czują jedynie robaki, takie jak ci twoi tępi słudzy.

W tym momencie na monitorze wyświetlił się Gadget machający rękami bez ładu i składu, co powodowało panikę wśród agentów.

 – Może i masz rację, że Gadget nie jest zbyt rozgarnięty, ale nie wolno ci go ignorować! – ryknął bez potrzeby Klauf, co wystraszyło śpiącego na jednym z licznych pulpitów kota.

Nagle kontem oka Sharley przyuważył, dwa blond kiteczki, wystające zza jednej ze ścian, widocznych przez kamerę. Szybko zanotował to sobie w głowie, jednak wolał zostawić swoje przemyślenia dla siebie.

 – … a kostium dla ciebie możesz odebrać w bazie na zamkniętej stacji metra, więc teraz gadaj jaki masz plan pokonania Gadgeta?! – kontynuował Klauf, nie zwracając uwagi na chwilowe zamyślenie Sharleya.

 – Po pierwsze przekażesz mi całkowitą kontrolę nad misją i pozwolisz mi osobiście, wybrać ludzi, którzy będą dla mnie robić. Po drugie, nie robię dla ciebie, tylko z tobą.

 – Chcesz mnie obrazić?! – ryknął zaniepokojony Klauf – Nie chcesz dla mnie pracować, ale chcesz moich ludzi i pieniędzy?!

 – Nie chce cię obrazić, chce współpracy, ja mam plan, ty masz środki, ja osiągnę to co chcę osiągnąć, ty otrzymasz to co chcesz dostać, a Gadget nie będzie wstanie mi przeszkodzić.

 – Dobrze, tym razem ciebie posłucham, ale tylko spróbuj nie wykonać chociażby jednej rzeczy, którą mi obiecałeś zrobić, to informacja o twojej śmierci zdobić będzie nagłówki wszystkich gazet na północnej półkuli, zrozumiano?

 – Nie martw się, ja zawsze wykonuje to do czego się zobowiązałem. – Tymi słowy Sharley zakończył rozmowę, pamiętając, że jednym z jego wcześniejszych zobowiązań było przymknięcie tymczasowego sponsora.

***

Był to ciepły poranek w Metro City, gdy Gadget wylegując się na leżaku dostał ściśle tajną wiadomość o kolejnych niecnych knowaniach Dr. Klaufa.

Inspektor nie miał ochoty wstawać z miejsca w tak przyjemnym momencie, ale gdy jego ciężkie powieki ponownie zaczęły opadać, a jego mechaniczny umysł znów odpływał w nieznane, jego słodka siostrzenica Penny obudziła go łagodnym acz stanowczym szturchnięciem.

 – Poczekaj Penny, za chwile wstanę… - zaczął mówić zaspany inspektor, ale jego wierna siostrzenica nie dała za wygraną i kontynuowała, teraz dokładając do szturchania typową dla niej mowę dydaktyczną.

 – Ależ wujku, musisz wstać, bo szef Quimby się na ciebie pogniewa, że pozwoliłeś agentom sił zła, na zrobienie czegoś niedobrego!

 – Masz rację Penny, już wstaję…

W tym momencie z krzaków ponownie wyskoczył pan Quimby

 – Ruszaj do roboty Gadget, świat sam się nie uratuje.

 – Tak jest szefie, już idę do Gadgetmobilu.

 – Ale szybko, raz, raz.

Gadget w te pędy pobiegł do garażu, gdzie stał jego stary, dobry Gadgetmobil.

Ruszył, a kierując się tym co wyczytał z wiadomości, zmienił kształt samochodu, na terenowy – przecież logicznym jest, że ściśle tajne laboratorium, znajdujące się we wsi za miastem, będzie chronione zasiekami z błota i wybojów.

Gdy tylko samochód wujka zniknął za horyzontem, Łepek zgodnie z poleceniami Penny ruszył w pogoń.

Sama siostrzenica jednak postanowiła, przynajmniej do czasu, trzymać się z daleka od kłopotów, więc przygotowała się na prędce – przebrała się, sprawdziła czy wszystkie komunikatory i gadżety działają i pobiegła na najbliższy przystanek autobusowy, z którego mogła dojechać, w pobliże miejsca docelowego.

Szef Quimby stał jeszcze przez chwilę, następnie położył się na leżaku i odpalił fajkę, teraz był pewny, że to czas najwyższy by zastanawiać się gdzie spędzi emeryturę.

***

Plan Sharleya nie był zbyt skomplikowany, agenci ubrani w cywilne stroje wchodzą do laboratorium, kilku wyłącza wcześniej alarm, ludzi usypiają gazem, a następnie zamykają w jakimś chronionym pomieszczeniu. Później, przebrani w odpowiednie stroje, podzieleni wcześniej na grupy agenci ustawiają się w wyznaczonych punktach budynku, a grupy hakerów i naukowców ściągają wszystko co może im się przydać do archiwów, znajdujących się w dwóch przenośnych komputerach.

Kolejną fazą jest wpuszczenie Gadgeta do labiryntu korytarzy, po których będzie prowadzony kolejno otwieranymi i zamykanymi drzwiami, światłem oraz pojawiającymi się i znikającymi po chwili postaciami, w ten sposób można kupić najwięcej czasu.

Ostatnia faza istniała tylko w jego umyśle.

Wszystko szło jak po maśle, agenci się słuchali, niczego nieświadomi naukowcy i strażnicy natychmiast pousypiali z powodu gazu wpuszczonego do klimatyzacji, a hakerzy i badacze sił zła czym prędzej zaczęli ściągać pliki, teraz wystarczyło czekać na Gadgeta.

***

Inspektor przyjechał koło południa. Oczywiście nie spodziewał się żadnego niebezpieczeństwa ze strony tych sympatycznie wyglądających strażników i jeszcze bardziej sympatycznej sekretarki, która bawiła się ołówkiem, przy czym uśmiechając się sympatycznie, dawała bardzo sugestywne spojrzenia w kierunku inspektora.

 – Dzień dobry, nazywam się inspektor Gadget, zostałem powiadomiony, że dzieją się tu dziwne rzeczy, czy widziała pani coś niepokojącego?

 – Tutaj, oczywiście że nie, ale jeżeli pan nalega, to proszę samemu sprawdzić.

 – No dobrze, dziękuję za informacje – to mówiąc Gadget wszedł w labirynt korytarzy, znajdujący się tuż za szklanymi drzwiami.

Gdy tylko przeszedł przez próg, drzwi za nim zatrzasnęły się, a korytarze przed nim splamiły nieprzebrane ciemności.

***

Łepek dobiegł do laboratorium straszliwie zziajany, chętnie by się teraz położył, ale wiedział, że trzeba ratować swojego pana. Czym prędzej przebrał się za montera od kablówki i podszedł do sekretarki.

 – Tak? – zapytała, ewidentnie zdziwiona.

Łepek  zawarczał coś pod nosem wskazując na trzymaną przez siebie skrzynkę z narzędziami, dając do zrozumienia, że przyszedł do pracy.

 – Jjjuż, pppan poczeka, tylko spytam się szefa… - powiedziała sekretarka wykręcając numer na telefonie stojącym na biurku.

 – Szefie, tu jest jakiś koleś, który mówi że chce naprawić kablówkę w budynku…

 – Co?

 – No, co mam z nim zrobić?

 – Czy jest podejrzanie owłosiony?

Sekretarka spojrzała na dziwnego jegomościa, nagle uświadamiając sobie, że jest on straszliwie niezadbany i nieogolony na twarzy.

 – A jeżeli tak to co?

 – Dobra, wpuść go i tak by wszedł, lepiej żeby zrobił to kontrolowanie – frontem, zrozumiano?

 – Tttak proszę pana… – powiedziała do telefonu, po czym ponownie spojrzała na nieproszonego gościa – …Może pan wejść.

Drzwi na wewnętrzne korytarze otwarły się, a Łepek ruszył przez nie na pomoc Gadgetowi.

***

Penny trafiła do laboratorium około drugiej po południu.

Sharley dokładnie przyglądał się każdemu jej krokowi. Widział, jak wciska się do szybów wentylacyjnych bez żadnych problemów, i jak wchodzi prosto w jego pułapkę.

Ciemny pokój w którym dziewczyna wyszła z szybu wydawał się na pierwszy rzut oka bezpieczny, drzwi były przymknięte, czyli nie było szansy, że się wpakowała do zakluczonego pokoju, a otwieranie jest stanowczo za głośne.

Jednak gdy tylko dotknęła ziemi oplątała się wokół niej sieć, która zawężała się za każdym jej ruchem. Teraz wiedziała, że może liczyć jedynie na głupotę agentów, bądź że Łepek znajdzie ją przed nimi, więc kolejnych parę minut, dziewczynka leżała starając się nie ruszać, czekając, na przyszłe wydarzenia.

***

Gadget powoli przemierzał korytarze, zmyślnie podążając za migoczącymi światłami i pojawiającymi się co i rusz widmowymi postaciami.

Nie czuł jakiś specjalnych emocji, po prostu szedł do celu, a to sprawiało mu wielką przyjemność.

Wydawało mu się, że jest obserwowany i że ktoś za nim idzie, ale mrugające lampki pokazywały mu odpowiednią drogę, więc po co się niepokoić.

***

Łepek biegł na złamanie karku za Gadgetem. Utrata kontaktu z Penny i tak straszliwie go zaniepokoiła, a myśl że inspektor może być w niebezpieczeństwie doprowadziła go do szaleństwa.

Kolejny korytarz, zakręt, za zakrętem, nie pozwalał sobie odetchnąć, biegł dalej nasłuchując czy aby ktoś nie jest zbyt blisko.

***

Penny została wniesiona do białego pokoju, szukała czegoś, co mogłoby pomóc jej w ucieczce.

Agent, który ją trzymał, nagle ni stąd ni z owąd upuścił siatkę, w którą dziewczyna była zawinięta na podłogę. Gdy tylko usłyszał jej krzyk, związany z upadkiem i mocniejszym zawężeniem się sieci, zarechotał głupawo.

Wtem do pokoju weszła pewna mroczna postać, której Penny się niestety nie przyjrzała, bo noga oprawcy stała dokładnie pomiędzy dziewczynką, a twarzą nowo przybyłego.

 – Powiedziałem, że nie macie jej zrobić krzywdy! – Krzyknęła postać, zimnym, pełnym nieprzyjemnego, tudzież pozbawionego chociażby odrobiny ciepła i sympatii głosem.

 – Taak, ale… - powiedział zgłupiały do reszty agent, którego po raz pierwszy w życiu karcą za obtłuczenie więźnia.

 – Żadnego „ale”, zjeżdżaj stąd natychmiast, bo stracisz głowę za niewykonywanie poleceń! – Powiedział ewidentny dowódca.

Penny już wiedziała kogo trzeba najbardziej się pilnować i o kim konkretnie trzeba będzie powiedzieć szefowi Quimby.

 Lecz gdy tylko agent wyszedł, Penny przeżyła szok, bo już wiedziała kim jest, ten dowódca.

Był to inspektor Sharley, współpracownik wujka Gadgeta i jeden z jego największych „rywali” w policji.

Po plecach dziewczynki przeszedł zimny dreszcz, osobiście nie znała go zbyt dobrze, widywała go tylko sporadycznie w pobliżu Quimbiego, ale historie o tym co robił ten człowiek na pewno wiele wnosiły do tej tajemniczej postaci. Czy były pozytywne, jest już kwestią sporną.

 – Zająć się dziewczyną, zrobić to tak jak kazałem, każde odstępstwo, kula w łeb. – powiedział Sharley do nadajnika umieszczonego na ręce.

Po tych słowach po dziewczynkę przyszły dwie kobiety, o trudnym do określenia wieku, pochodzeniu i rasie – one nie były normalne, było w nich coś  nienaturalnego, ale również pięknego. Ubrane były w białe szlafroki z dziwnym nieznanym dziewczynce emblematem na rękawach.

Wyjęły dziewczynkę z worka i wstrzyknęły jej do krwioobiegu dziwną substancję, po paru chwilach dziewczyna przestała kontrolować swoje ciało, to było tak, jakby ktoś nią sterował jak pacynką.

 Penny została zabrana do kolejnego sterylnie białego pomieszczenia. Tam kobiety rozebrały ją do naga, zabrały jej wszystkie ubrania, gadżety i biżuterię, następnie zaczęły ją dotykać po całym ciele i skanować – zapewne by usunąć wszystkie ukryte mikrofony, kamery i ewentualne mikrochipy i trackery, które mogłyby pozwolić komukolwiek na zlokalizowanie jej. Później agentki ustawiły ją pod prysznicem, umyły ją, a później ubrały ją w taki sam szlafrok w jaki one były ubrane i uczesały ją na ten sam styl w jaki one były uczesane.

***

Wszystko podążało zgodnie z Sharleyowym planem. Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Gadget krążył w kółko, jego pies próbował go znaleźć, łażąc po zupełnie innej części budynku, a Penny była zneutralizowana, a według ustaleń za góra pół godziny wszystkie informacje i próbki zostaną pobrane. Teraz wystarczy czekać.

***

Łepek był bardzo zmęczony, zbyt długo nie słyszał żadnego znaku życia od Penny, a Gadget znajdował się w bliżej nieokreślonym punkcie gdzieś w tym budynku.

Zmęczenie i zrozpaczenie potęgowała myśl, że cały budynek jest napełniony tępymi agentami zła i silnie trującymi substancjami, które mogą w każdym momencie wyciec i każdy kto znajduje się w tym budynku zginie w straszliwych bólach, co było mało sympatycznym sposobem spędzania tego gorącego popołudnia.

***

Sharley siedział naprzeciwko Penny, która powoli dochodziła do siebie po wstrzyknięciu trucizny. Przyglądał się jej nastoletniemu ciału, jakby próbował przeskanować ją wzrokiem i odkryć jej wszystkie tajemnice.

  – Witaj Penny. – powiedział.

  – Pan Sharley – odpowiedziała dziewczyna najspokojniejszym głosem jakim była w stanie.

 – Czyli jednak mnie pamiętasz, a już się bałem że będę musiał ci przypomnieć moją historię.

 – Ciężko jest o panu zapomnieć słysząc te wszystkie legendy, które krążą wokół pana osoby.

 – Zapewne zastanawiasz się dlaczego tu jestem, czemu „pomagam” Klaufowi, z jakiegoż to powodu pakuję się w tą całą sytuację. Nie martw się i tak nie odpowiem ci na żadne z zadanych mi pytań, bo i zanim się obejrzysz zapomnisz, że mnie tu widziałaś.

 – Aaaa… – Penny czuła się niepewna całej tej sytuacji, po raz pierwszy złoczyńca zwraca na nią jakąś większą uwagę i przy okazji nie jest totalnym przygłupem, który albo sprzedaje jej swój plan, albo zostawia ją na śmierć, totalnie olewając czy przeżyje, czy nie.

W tym momencie do pokoju wszedł naukowiec z dwoma dużymi walizkami.

 – Szefie, mamy to, wszystko już jest przygotowane!

 – Wyśmienicie, spakujcie się do samochodu – odpowiedział Sharley – A co do ciebie to… – zwrócił się do dziewczyny – …pora iść spać. – gdy tylko to powiedział do sali weszły te same dwie kobiety co wcześniej i wstrzyknęły Penny środek usypiający.

***

Minęło kilka dni, kiedy Quimby w końcu się poddał i musiał przyjąć do wiadomości, że nigdzie w budynku nie było nawet śladu po napadzie i ani jednej wskazówki. Przeklinał Gadgeta, że nie był wstanie nawet zbliżyć się do jakiegokolwiek z włamywaczy.

„Dobra zacznijmy jeszcze raz” pomyślał komendant, „Monitoring nie pokazuje niczego nadzwyczajnego, nigdzie nie ma śladu po odciskach palców, wszędzie było czysto, te wszystkie dni, 24h, najlepsi policjanci i detektywi szukają chociażby włosów, lub fragmentów naskórka, ale nie są wstanie znaleźć niczego”.

To było takie upokarzające, najlepszy człowiek na miejscu, a przestępstwo i tak zostaje popełnione tuż pod jego nosem. Tyle lat Gadget był niezaprzeczalnym kandydatem na jego następcę, władze miejskie lubiły jego tępotę i wykonywanie poleceń bez cienia wątpliwości, policjanci czuli do niego szacunek za te wszystkie udane akcje, ale to co wydarzyło się kilka dni temu było zbyt duże na ignorowanie, teraz trzeba podjąć bardziej wnikliwe wybory. Przecież Gadget nie był jedynym człowiekiem, który dla niego pracuje.

Wtedy do gabinetu wszedł Sharley, a Quimby zmarszczył czoło – zawsze się wzdrygał gdy ten człowiek się zbliżał.

 – Podobno Gadgetowi kryminaliści uciekli tuż z pod nosa – co za tragedia, myślałem, że twój złoty książę w lśniącym płaszczu jest nie do pokonania, a tu taka plama na karierze, co my teraz zrobimy?

 – Witaj Sharley, widzę że informacje roznoszą się w niesłychanie szybkim tempie, jak na tajemnicę, o której zakazałem rozmawiać.

 – Widać, owszem ale co słychać u mojego „ulubionego” cyborga, czy załamał się sytuacją i siedzi u siebie w domu w towarzystwie siostrzenicy i psa, pogrążając się w coraz głębszej depresji?

 – Nienawidzę cię Sharley, za te twoje pytania, które zadajesz dla samej frajdy zmuszania mnie do przyznania ci racji.

 – Stary, dobry Quimby, jak zawsze tak silnie trzymający się swojej idei o podziale ludzi na dobrych i złych, z czego nieuczciwie mnie zawsze wrzuca do tej drugiej grupy.

 – Nigdy otwarcie nie powiedziałem że jesteś zły…

 – Może i nie powiedziałeś, lecz pomyślałeś, ale wracając do bardziej przyjemnych tematów…

 – Nie wybrałem jeszcze kto zostanie moim zastępcom, ale wygrałeś, o ile Gadget nie naprawi swojego błędu, kto inny zajmie jego miejsce.

 – Czy to aby nie zbyt pochopna decyzja, przecież człowiek, który tylu krotnie zagroził światu, poprzez własne, durne decyzje, który wpada w każdą pułapkę i którego pies ma większy iloraz inteligencji od niego, jest idealnym kandydatem na dowódcę najsilniejszej jednostki do walki ze światowym terroryzmem?

 – A nie sądzisz, że i tak jest lepszy niż chory socjopata, który nie umie wykonywać rozkazów i który wielokrotnie wykazał się nadużyciami ze strony swoich uprawnień?

 – Wiesz co ja myślę o tych „nadużyciach” i wykorzystywaniu moich uprawnień w „zły” sposób. Mówisz to tak jakbyś mnie nie lubił, panie komendancie.

 – Dobra wygrałeś, a teraz daj mi spokój, muszę pomyśleć…

 – …Jak naprawić błędy pewnego idioty?

 – Wyjdź stąd Sharley!

 – Już wychodzę, mój drogi Panie Komendancie.

Gdy inspektor wyszedł, Quimby natychmiast odetchnął. To spotkanie go niepokoiło, a zwłaszcza ta pewność siebie, która aż biła od tego podejrzanego, mrocznego człowieka – zagadki.

***

Penny obudziła się w swoim pokoju. Bolała ją głowa i czuła sią niepewnie. Gdy poszła do toalety zwymiotowała.

Po szybkim prysznicu zauważyła coś dziwnego -  na jej prawej łopatce pojawił się dziwny tatuaż, przedstawiający nieznany znak.

Czym prędzej się ubrała i zaczęła szukać odpowiedzi na nurtujące ją pytania – kto, kiedy i dlaczego zrobił jej ten tatuaż.

Szybko zeskanowała ten dziwny emblemat do swojej komputero – książki, lecz policyjna baza danych nie znalazła niczego, nawet minimalnie podobnego do tego.

W tym momencie do pokoju wbiegł zziajany Łepek, który gdy tylko ujrzał swoją panią zaczął ją oblizywać po twarzy.

 – Co jest Łepku, wydarzyło się coś o czym nie wiem?

Łepek zawarczał pokazując swojej pani co się wydarzyło, a twarz dziewczynki straszliwie zbladła, cała ta sytuacja zaczęła ją przytłaczać, czy to możliwe, że to wszystko przespała, czy jednak to było coś więcej i wydarzenia z tego laboratorium mogą mieć coś wspólnego z

© Amator pisze opowiadania
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci