Menu

Amator pisze opowiadania

Piszę różne historie i fanfikcję

Arcysztukmistrz

superkubus2001

Arcysztukmistrz

****

Noc była ciemna.

Po mocno wydeptanej polnej drodze szedł podejrzany typek. Na głowie miał czarny cylinder, długie, splątane i mocno przetłuszczone ciemne włosy, wielki gogle i długą czarną i pokrytą jakimś świństwem brodę. Ubrany był w ciemny nieudolnie połatany i mocno już wytarty skórzany płaszcz. Oprócz tego mocno przyklejony do brody wełniany czarny golf, zniszczone od używania dżinsy z wyszarpanymi końcówkami, oraz brudne, mocno naciągnięte, kiedyś prawdopodobnie białe skarpety wraz z czarnymi, aktualnie zapiętymi na zardzewiałą agrafkę sandałami z ciężką podeszwą.

Postać była wyjątkowo niezadowolona z pogody. Niejednokrotnie strzelała bardzo niekulturalnymi tekstami  w stronę chmur, z których padał deszcz ze śniegiem, od którego mocno naciągnięte skarpetki postaci dawały efekty odwrotne od zamierzonych. Dodatkowo obrażał całą swoją rodzinę i tych przyjaciół, których imiona pamiętał.

 - Cholerny Tomasz, po kij ten koleś w ogóle proponował mi jazdę na tym lewym zdezelowanym gracie?! - Zawołała w pewnym momencie postać w niebo, jednak nie otrzymując odpowiedzi ruszyła dalej.

 - Piotr, ty kanalio co żeś zrobił z moim motorem?! - Zawołał ktoś zza pleców Piotra.

 - Odwal się Tomasz, bo ci zaraz porachuje te twoje zabytkowe kości i nie dostaniesz złamanego grosza, kiedy w końcu oddasz je do muzeum historii naturalnej!

 - Pożałujesz smarkaczu, jak cię tylko dorwę to… - Tomasz nie dokończył, zirytowany Piotr cisnął w niego promieniem ogłuszającym

 - Przynajmniej, na chwilę się uciszy parszywy dziadyga – powiedział mistrz sztuczek nie - magicznych. Po chwili Piotr doszedł do swojej działki, a z samego rana wyruszył w drogę powrotną do Miasta. Droga była długa, więc Piotr zainwestował sporą dawkę mocy, by siedząc na ławce nie zasnąć i nie przegapić busa.

****

W tym czasie w tajnym biurze do spraw paranormalnych, w Sali reprezentacyjnej rozmowę prowadzili: prowadzący inspekcje            gen. Krzysztof Raymondt i młody szef biura kapt. Mikołaj Rojewski.

 - Piotr Michalski obdarzony zdolnościami paranormalnymi nie-magicznymi. Posiada dar wrodzony, powody pozyskania mocy nie są namznane, ostatnia osoba z podobnymi zdolnościami to Maria Małgorzata Grabowska, powody jej zmian genetycznych są mniej skomplikowane, jej ojciec był bimbrownikiem mieszkającym wcześniej w okolicach elektrowni jądrowej. po dłuższych badaniach wykazało że jej matka lubiła sobie popić a ojciec robił bimber z radioaktywnych owoców, prawdopodobieństwo zmian genetycznych wywołanych radioaktywnym bimbrem 70%.

 - A co z rodzicami tego cud obiektu z północy?

 - Matka ślubowała abstynencje, a ojciec był byłym alkoholikiem, a po wojnie stał się Natchnionym.

 - Stał się kim?

 - Natchnionym, po wielkiej wojnie pojechał na zachód pomagać niedobitkom po wielkiej kampanii trzy letniej.

 - Myślałem, że tamci nie brali jeńców, ale dobrze kontynuuj.

Otóż, cały powiat aż dudni od jego poczynań, hipnoza, napady z bronią w ręku, niszczenie zabytków kultury i sztuki…

"Przepaszm jeżeli przeszkadzam panie kapitanie Rojewski, ale ten nowy co pan go chciał, Adam Miśkiewicz, właśnie przyszedł." powiedział potworny chrypliwy głos pani G.

****

5 min wcześniej.

Adam Miśkiewicz nie wiedział czego się spodziewać po nowej pracy, najpierw ktoś do niego zadzwonił, potem dostał sms-a, następnie list, wszystkie podające kolejne fragmenty jakiejś informacji, a teraz jedzie tą limuzyną, a kierowca mówi że jedzie do nowej pracy. Nagle samochód zatrzymał się, podał Adamowi kartkę, wypuścił go i odjechał we mgłę. Chłopak stał po środku jakieś wsi, a na kartce było napisane wielkimi literami:

Ul. ADAMIEWICZA 8

Adam poszukał ulicy, a następnie nr 8. W końcu znalazł i zadzwonił do drzwi, odczekał chwilę i jeszcze raz zadzwonił, tym razem jednak wciskając przycisk przez kilka sekund dłużej, a następnie puszczając. Teraz drzwi do zniszczonej, małej, wiejskiej chatki z nr 8 na elewacji ożyły i zamieniły się w wielkiego węża koloru spłowiałego sosnowego drewna, któremu definitywnie zależało by chłopak już przechodził i pozwolił mu spać dalej.

Hol był niezwykle obszerne, jak na wejście do starej chaty, dodatkowo na wejściu zaopatrzone było we wszelki znany sprzęt biurowy, od równo naostrzonych ołówków, po podajnik wody z plastikowymi kubkami w zestawie. Oprócz tego na samym wejściu stała wielka lada, za którą siedziały dwie sekretarki, jedna stara wyniszczona przez alkohol i papierosy, które co rusz odpalała od starej przed wojennej zapalniczki, dodatkowo przy tym rozwiązując krzyżówki Jolki i rozmawiając przez telefon i druga, młoda, ładna, która siedziała przy bardzo nowoczesnym komputerze, prawdopodobnie pisząc przezeń z koleżankami.

 - YYm, przepraszam, nazywam się... - Powiedział Adam

 - Adam Miśkiewicz - Odpowiedziała stara, a na to Adam się wzdrygnął.

 - …i przyszedłem

 - Po pracę - dokończyła stara

 - Dostałem list, że mam iść do ...

 - Rojewskiego, pokój 7.48, rząd B, najszybciej dotrzesz windą z lewej strony, a i przy okazji, nie krzycz jak zobaczysz Maurycego, bo bardzo go to irytuje - Odrzekła Stara

 - YYY, Ok?, dziękuje drogie panie.

 - Nie ma za co - Ucięła stara, wracając do krzyżówek.

Adam wszedł do windy, na ścianie przed nim znajdowała się klawiatura cyfrowa, wystukał na niej 7.48. Winda ruszyła i po kilku sekundach zatrzymała się, a kobiecy głos Wirtualnej Inteligencji powiedział „Piętro siódme, blok B, pokój 48. Dziękujemy za skorzystanie z windy panie Miśkiewicz”.

"U nas na uniwersytecie, windy w ogóle nie gadały, a tu proszę, nawet zna moje imię" – Powiedział Adam zachwycony wychodząc z windy.

Korytarz nie zachwycał wyglądem. Żółtawe ściany były do połowy pokryte warstwą beżowej farby olejnej, a przy ścianach stały stalowe ławki. Naprzeciwko windy znajdowały się poobijane drzwi z napisem "7.48 kpt. Rojewski". Adam ruszył w stronę drzwi, oglądając korytarz. Po prawej stronie górowała wielka kula puchu, początkowo Adam nawet nie zwrócił na nią większej uwagi, ale gdy nagle zaczął się z niej wydawać ponury pomruk, chłopak przystanął i zaczął przyglądać się dziwnemu zjawisku. Student podszedł do puchu i dotknął, nagle góra zaczęła trząść się w posadach i wstała. Wielki człowiek lodu ziewnął, podrapał się po głowie i spojrzał w dół. Adam był sparaliżowany ze strachu, gdy był mały mama zawsze mu powtarzała, że Yeti nie istnieje, a tu proszę, żywy dowód, że mamy też czasami nie wiedzą niektórych rzeczy. Totalny paraliż zatrzymał mu krzyk w gardle, chłopak był pewny końca. Potwór leniwym wzrokiem spoglądał na przerażonego studenta , równocześnie grzebiąc jedną ręką w dziurze znajdującej się pod sufitem, z której wyciągnął miotłę z bardzo długim kijem i szczotką o rozmiarach pasujących do norm UZet-u, po czym zaczął zamiatać podłogę, przy czym ostentacyjnie wypiął się tyłkiem w stronę studenta, który wybudził go z drzemki. Chłopak potrzebował kilku chwil aby ochłonąć.

 - Co to kurde było?

 - To Maurycy, człowiek śniegu, złapany w okolicznych górach  - Powiedziała WI z terminalu, przy którym opierał się Adam

 - Yeti? Myślałem, że to tylko bajki dla dzieci, a tu proszę, poczekaj…, czy jest ich u nas więcej?

 - W teorii ten budynek też nie istnieje i nie to jedyny człowiek lodu w okolicy, prawdopodobnie po zniszczeniu innego ośrodka musiał uciec do nas.

 - Aaaha... - powiedział chłopak po czym zapukał do pokoju 7.48.

 - Wejść- powiedział kapitan Rojewski

 - Dzień dobry, jestem Adam Miśkiewicz i przyszedłem tu w kwestii pańskiej oferty dotyczącej pracy dla mnie

 - Wiem kim jesteś i wiem po co tu jesteś, znam twoje możliwości i to kim możesz być dla naszej organizacji, dzięki ukrytej w tobie mocy jesteś najlepszym kandydatem do naszej misji

 - Aha… nie rozumiem.

 - Dobra zaczniemy od początku, my jesteśmy wysoce wykwalifikowaną organizacją wyłapującą i neutralizującą niebezpieczeństwo narodu, które jest spowodowane istotami i ludźmi posiadającymi negatywny wpływ i przekabacającą ich na naszą stronę.

 - To w czy ja, zwykły student bardziej wam pomogę niż ktokolwiek inny w kraju?

 - Masz złapać Piotra Michalskiego.

 - A kim on jest, że wasz personel go nie jest w stanie złapać?

 - To Arcysztukmistrz, jego zdolności wielokrotnie przewyższają możliwości wojska i nowoczesnych technologii, ale ty dzięki twojemu darowi możesz wytrzymywać jego ciosy.

 - Jakiemu darowi?

 - Dowiesz się w swoim czasie.

****

Piotr obudził się z bardzo ciężką głową. Czuł bardzo dobrze mu znane uczucie, które podpowiadało mu, że dzisiejszy dzień nie będzie tak udany jak poprzedni, a w jego stronę zostaje skierowana siła z którą nie ma najmniejszej ochoty walczyć.Czół, że osoba którą od niepamiętnych czasów unikał, użyje przeciwko niemu czegoś z czym nie będzie w stanie walczyć. Piotr wstał i poszedł chwiejnym krokiem do kuchni. Tam usiadł i zaczął jeść resztki, które miał w lodówce, wtedy usłyszał dźwięk dzwonka. "Pieprzeni Jehowi, niech sobie poczekają, mam czas" pomyślał kontynuując konsumpcję.

Po zjedzeniu śniadania Arcysztukmistrz powędrował w stronę drzwi, by sprawdzić kto dzwonił. Ku jego zdziwieniu przed drzwiami stała mała, kilkuletnia dziewczynka z nadajnikiem hologramowym.

 - Co tu robisz dziewczynko? Zgubiłaś się? -Zapytał Piotr.

 - Mama kazała dać to panu.- Odpowiedziało dziecko wręczając mężczyźnie nadajnik.

 - Piotr, teraz to masz dopiero przechlapane, trzeba było się głębiej schować! - Powiedział hologram, który włączył się pod wpływem dotyku - Ja się nią zajmowałam od urodzenia, teraz twoja kolej!

- Ale o co ci chodzi kobieto?

 - To jest twoja córka głąbie i od teraz ty masz ją pilnować. Zniszczyłeś mi życie, teraz będziesz za to płacił!

 - Jest z ciebie strasznie wyrodna matka Miriam, by coś takiego przy dziecku...

 - Teraz na mnie zwala, udowodnij że potrafisz się nią zająć lepiej niż ja, jeżeli masz czelność mówić mi czy jestem dobrą, czy złą matką! - Tymi słowami MIriam zakończyła rozmowę. Piotr uświadomił sobie, że teraz będzie dopiero problem...

© Amator pisze opowiadania
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci